Żołądki drobiowe – najgorszy przepis u mnie na blogu

Chodząc na warsztaty mam okazję poznawać różne smaki. Z rachunku prawdopodobieństwa można wyliczyć, że jeżeli do tej pory serwowano nam potrawy po spróbowaniu, których prawie krzyczałam z ekstazy to w końcu pojawi się potrawa po której mam ochotę uciekać.

Zdaję sobie sprawę, że wychodzi ze mnie po trosze hipokrytka i jako bloger kulinarny powinnam być otwarta na każdą „formę” jedzenia. Mam jednak pewne zasady i nawet stwierdzenie „do pewnych smaków trzeba dorosnąć” w tym przypadku się nie sprawdzi. W restauracji to danie spróbowałam (serio musiałam się przemóc bo jak mam wyrobić sobie o czymś opinię gdy tego nie jadłam?). Zmusiłam się i zjadłam dosłownie kawałeczek.

Przepis i zdjęcia Wam podaję, bo liczę, że są tutaj również miłośnicy żołądków, flaczków, ozorków, cynaderek czy innych knedliczków. Ja do nich zdecydowanie nie należę.

Puree było bardzo dobre.

Składniki:

  • 0,5 kg żołądków drobiowych
  • opakowanie mrożonej włoszczyzny
  • opakowanie zielonego groszku
  • rukola
  • 0,5l śmietany 36%
  • 1 łyżka masła
  • 2 liście laurowe
  • sól, pieprz

Żołądki myjemy, oczyszczamy a następnie gotujemy w wodzie z połową opakowania włoszczyzny, liśćmi laurowymi, solą i pieprzem przez 45-60 minut. Żołądki wyjmujemy i osuszamy.

Na patelni rozgrzewamy masło, dodajemy drugą część włoszczyzny. Podsmażamy i dodajemy żołądki. Całość zalewamy śmietaną. Dusimy około 15 minut, doprawiamy do smaku. Dodajemy rukolę.

W osolonej wodzie gotujemy zielony groszek. Odcedzamy i miksujemy z dodatkiem masła oraz śmietany na puree.

Ktoś się skusi na porcyjkę?

7 Comments

Dodaj komentarz