Kulinarne wspomnienia z wakacji – KONKURS

Nie chce Ci się gotować? Pusta lodówka, pusty żołądek? Pyszne.pl to idealne rozwiązanie! Pyszne.pl współpracuje z dużą ilością restauracji w wielu miastach Polski. Szybko i wygodnie znajdziesz najlepsze restauracje w Twojej okolicy i zamówisz Twoje ulubione dania online. Spersonalizowane konto użytkownika pozwala jeszcze łatwiej korzystać z serwisu. Zapłać za swoje jedzenie gotówką u dostawcy lub skorzystaj z płatności online za pomocą dotpay, karty kredytowej lub PayPal. Zbieraj punkty lojalnościowe oraz oceniaj i wystawiaj opinie restauracjom!

Na osłodę kończących się wakacji wraz z portalem Pyszne.pl mam dla Was konkurs. Zasady są bardzo proste. Wystarczy, że w komentarzu pod tym postem napiszesz z jakim daniem kojarzą Ci się wakacyjne wojaże oraz w kilku słowach opiszesz swoje wakacje. Spędziłeś lato nad morzem? A może w górach? W Polsce czy na Karaibach? Opisz to i napisz jakie danie smakowało Ci najbardziej. Zaskocz mnie, rozśmiesz lub po prostu zaintryguj!

Pamietaj! Masz czas do 4 września 2015r do 23:59

6 września razem z moją komisją konkursową wybiorę 3 najciekawsze komentarze i nagrodzę je voucherami portalu pyszne.pl o wartości 1x 100zł oraz 2x 50zł*

Zapraszam do zabawy! Możesz zamieścić kilka komentarzy i tym samym zwiększyć swoje szanse!

*Bony, które są do wygrania w konkursie można zrealizować tylko zamawiając jedzenie online w serwisie Pyszne.pl, w restauracjach, które posiadają w ofercie płatność online oraz które dowożą jedzenie pod adres wpisany przez zwycięzcę.

18 Comments

  1. Moje kulinarne wspomnienia z wakacji to włoskie smaki – oryginalne wędliny i sery, najpopularniejsze przekąski oraz cała gama prawdziwych słodyczy. Zachwyciły mnie antipasti – przystawki, które Włosi ustawiają pośrodku stołu, aby łatwo było dzielić się nimi ze współbiesiadnikami. Strasznie smakowały mi filety z anchois w zalewie z dodatkiem śródziemnomorskich ziół i przypraw oraz sałatka z ośmiornicy. Carpaccio najlepiej smakowało mi podane z rukolą i płatkami parmezanu, skropione oliwą z oliwek i kilkoma kroplami octu balsamicznego. Wspaniałym uzupełnieniem prawdziwej włoskiej uczty była ciabatta z dodatkiem czarnych oliwek i bazylii, podana na ciepło z odrobiną oliwy z oliwek i soli morskiej. Doskonałym dodatkiem do chrupiącej ciabatty było zielone, przygotowane z bazylii, parmezanu, oliwy i orzeszków piniowych lub pochodzące z Sycylii czerwone pesto, którego głównym składnikiem są suszone na słońcu pomidory. Tak, jak prawdziwi Włosi lubię wieńczyć biesiadowanie filiżanką aromatycznego espresso i deserem. Uwielbiam znane na całym świecie tiramisu, przykryte lekkim kremem i oprószone dużą ilością kakao. Pisząc o słodkościach, nie mogę pominąć lodów, których zjadłam przeogromne ilości. Najbardziej smakowały mi te o smaku cappuccino, będącego mieszanką wybornego espresso z mleczną pianką. Idealny był również sorbet o smaku owoców leśnych, przygotowany na bazie soków owocowych i wody, bez dodatku produktów mlecznych. Tak rozsmakowałam się we włoskich smakach, że w przyszłym roku na moim wielkanocnym stole zagości pyszna, zawierająca mnóstwo rodzynek i bakalii drożdżowa panettone. Idealnie będzie pasowało do niej duże caffe latte. Moje tegoroczne wakacje to 2 tygodnie na upalnym, pięknym Półwyspie Apenińskim, który oblewa aż 5 mórz. Dlatego też, moje tegoroczne, wakacyjne danie to owoce morze – frutti di mare, przyrządzone w białym sosie, na bazie wina, jako dodatek do makaronu.

  2. Łeba – może w tym roku za mało słoneczna ale jedzonko serwowała prze prze przeeepyszne   właścicielka pensjonatu, zaproponowała nam na obiad ‚morski skarb’ – zapytaliśmy co to takiego? Nie odpowiedziała   Przemyśleń było sporo , ale przystaliśmy na ‚aa ryba , przecież to nad morzem normalka’   Po 2 godzinach, rozlega się pukanie do drzwi i zostaje do naszego pokoju, wniesiona ‚ryba’   Oczywiście szok i zdziwienie, że ‚ryba może być w rybie ‚ haha .Pierwsze pytanie jakie się mi nasunęło to jak to jest zrobione i z czego ?   Pani Basia, w skryciu wyznała że to łosoś ze szpinakiem i serem feta, zapieczony w cieście francuskim   no ślinka to już nam chyba na dywan kapała hahaha Po wszystkim pożyczyła nam ‚smacznego ‚ i wyszła   I rzeczywiście !!! I RZECZYWIŚCIE !NIEBO W GĘBUNI!

  3. Tadżin prosto z Maroko to moje FERST 😉 wspomnienie z wakacji 2015! Na owe wakacje zabrał mnie mąż w ramach spóźnionej podróży poślubnej po dwóch latach.Kto chociaż raz był w Maroku, z pewnością zwrócił uwagę na charakterystyczne gliniane naczynie do pieczenia mięs o wysokiej, podobnej do stożka pokrywce, czyli tadżin lub tajin. Tradycyjnie było ono używane przez nomadów berberyjskich do pieczenia mięsa na rozżarzonych węglach lub drewnie, a obecnie dało nazwę daniom w nim przygotowanym.
    To idealne naczynie dla wszystkich, którzy kochają slow food – gotowanie z użyciem tadżinu, to minimum trzy godziny, ale smak potraw zawsze wynagradza czas oczekiwania. Dzięki nietypowej budowie naczynie jest idealne do pieczenia mięs.
    tajin przed użyciem nie może znaleźć się w piekarniku, ba! nigdy się w piekarniku nie może znaleźć! przed pierwszym użyciem należy włożyć go na całą noc do wody. nic więcej. mówię tutaj oczywiście o najzwyklejszych, najprostszych, najtańszych ale i najlepszych, glinianych tajin’ach bez żadnych ozdóbek, wzorków, kolorów itp, może przy takich są jakieś inne zasady. Tajin’a glinianego nie wsadza się do piekarnika nigdy, przenigdy i powie wam to każdy kto był w maroko :). Również nie wiem dlaczego napisano, że nie można wsadzać go na palnik. Właśnie na nasze kuchenne warunki to jest jedyna opcja jak można przyrządzić tajin w tajinie. Chociaż wiadomo, tak jak napisano w artykule najlepiej na węglu lub drewnie.
    pozdrawiam i życzę cudownych potraw!
    Przepis:
    Marokański tadżin z wołowiny – przepis
    Składniki:
    600 g wołowiny dobrej jakości, pokrojonej na gulasz
    oliwa z oliwek
    1 siekana cebula
    1 szczypta kolendry
    400g odsączonej gotowanej cieciorki
    400g siekanych pomidorów
    800 ml bulionu warzywnego
    1 mały kabaczek, bez pestek, pokrojony w ok 3 cm kostkę
    100 g suszonych śliwek bez pestek
    4 łyżki prażonych płatków migdałów

  4. Moim najwspanialszym wspomnieniem kulinarno-wakacyjnym są jagodzianki z dzieciństwa. Lato to czas moich ukochanych jagód. co roku odkąd pamiętam właśnie w czasie wakacji spędzanych u babci na wsi chodziłam z nią na jagody. Siedziałyśmy zawsze w tych krzaczkach z rękami fioletowymi od soku i rozmawiałyśmy o wszystkim. W tym czasie niewiadomo-kiedy napełniały się słoiki jagód. Po powrocie do domu w kilka chwil i za pomocą ledwie kilku składników powstawały najpyszniejsze drożdżowe jagodzianki. Ręcznie wyrabiane ciasto drożdżowe na swojskim mleku i jajkach. Kiedyś pamiętam, że mąka była wzięta z okolicznego młyna i babcia sypała ją jeszcze z takiego wielkiego białego jutowego worka. Wypiekane w kaflowym piecu opalanym drewnem, którego rozpalanie było zawsze moim zadaniem. Zjadałam ich chyba z 10 zaraz po upieczeniu. Jeszcze ciepłe (chociaż babcia krzyczała żebym nie jadła bo brzuch będzie bolał, ale nigdy nie bolał) i popite szklanką swojskiego mleka. Nie wiem co było dla mnie wspanialsze czy smak tych jagodzianek czy cały rytuał ich przygotowania.

    Szkoda, że czasu nie da się cofnąć… w tej chwili pozostały tylko wspomnienia.

  5. Paella to moja miłość! Trwa już rok.
    To były misternie zaplanowane wakacje. Barcelona i my. Jako studenci nie grzeszyliśmy majątkiem, więc menu mieliśmy wybitnie opracowane.
    Punkt pierwszy – oszczędności.
    To zabawne, ale naszym najczęstszym daniem było spaghetti. Nie, nie takie zwyczajne spaghetti. Zamiast mięsa wybraliśmy… jajko! Tanio i nawet nie spodziewaliśmy się, że aż tak smacznie.
    Punkt drugi – szaleństwo.
    Ale właśnie – jak już co nieco oszczędziliśmy, to przecież trzeba gdzieś to wydać! A co sprawia nam najwięcej przyjemności? Jedzenie!
    Wypróbowaliśmy kilka przepysznych paelli. Z krewetkami, mulami, kałamarnicami… No i to urozmaicenie – jedzenie z jednego „talerza”. A i sangria pewnie spotęgowała wrażenia. Coś najlepszego na świecie!
    Jak do tej pory to były moje najlepsze, najciekawsze i… najpyszniejsze wakacje!

    Julianna Kiełkowska

    PS. A na paellę jeszcze tam wrócę!

  6. Byłam w lipcu w Kołobrzegu.w uroczej restauracji jadłam indyka w musie z kurek.Przy tym przepysznym otrzymałam telefon z ofertą pracy.Pracę udało mi się dostać.Było to dla mnie o tyle ważne, że szukałam jej naprawdę długo i okazała się strzałem w dziesiątkę.Danie to i oczywiście restauracja już zawsze będą kojarzyły mi się z czymś miłym, tym bardziej, że połączenie indyka i kurek uważam za idealne.

  7. Moje ostatnie wakacyjne wojaże kojarzą mi się z alternatywną wersją kebabu, jedzonego w Ameryce Południowej. „Bułka” zrobiona z manioku, wypełniona świeżą i pyszną szarpaną wołowiną oraz żółtym serem podana z ostrym sosem z mrówek i termitów.
    Wakacje spędziłam w Wenezueli – krainie wodospadów i indiańskich miasteczek. To była zdecydowanie podróż życia (również kulinarna!).

  8. W lipcu pojechałam pierwszy raz z wizytą do przyszłych Teściów w Bieszczady.Pogoda cudna,miejsce urocze i lekki stres z mojej strony. Zostałam przyjęta wspaniale w postanowiłam zrewanżować się za gościnę.Postanowiłam Zrobić mój popisowy deser, wspaniałe ciasto Melba, cudowne w smaku, wykwintne.Zrobiłam i podałam po obiedzie.Wyglądało wspaniale.Jednak miny przyszłych Teściów zdradzały co innego.Spróbowałam i ja.Było okropne.Z tego stresu zapomniałam dodać cukru.Na szczęście Oni zjedli je do końca,nie zdradzili się, mi było okropnie wstyd.Zraziłam się i nigdy już nie zrobię tego deseru.Na szczęście mama chłopaka zabrała nas do pobliskiej cukierni na przepyszny tort bezowo-kawowy, który osłodził tamtą melbę.Był to prawdziwy rarytas.Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś odtworzyć przepis na taki tort.
    pozdrawiam

    Cygaretka

  9. Dobre pół roku przed planowaną podróżą pojawiły się SuperOkazyjneCudownieTanie bilety lotnicze, a na taką promocję czekaliśmy od dawna. Nie wahając się długo kupiliśmy dwie sztuki i wiosną wyruszyliśmy na dwa tygodnie do dalekiej Indonezji.
    Okazało się jednak, że nie była to wyprawa naszych marzeń 🙂
    Trzydziestogodzinna podróż była dłuższa, niż się spodziewałem.
    Miejscowość wychwalana pod niebiosa na wikitravel okazała się zadupiem na końcu świata.
    Transport busikowy na samej wyspie był totalnym koszmarem (120 km w sześć godzin).
    Zarezerwowany hostel nie miał drogi, więc kierowca nie mógł go znaleźć.
    W wychwalanej pod niebiosa miejscowości plaża przypominała wysypisko śmieci.
    I choć uwielbiam jeść i próbować egzotycznych przysmaków, to nawet jedzenie się niespecjalnie udało, niestety.
    Smak lodów durianowych zapamiętam do końca życia i nie jest to miłe wspomnienie. Nigdy wcześniej nie planowałem jeść rozkładających się zwłok, a jednak to właśnie mnie spotkało.
    Menu zazwyczaj nie bywało tłumaczone na angielski, więc zamawialiśmy w ciemno. Dendeng balado wypaliło mi przewód pokarmowy.
    Gdy postanowiłem zachowawczo zamówić kurczaka, moje danie było opierzone.

    Ale i tak było super – każda przygoda jest na wagę złota! 🙂

    Pozdrawiam serdecznie,
    Marcin

  10. Wakacje kojarzą mi się z świnką morską…

    N_o bo to było tak, wakacje spędzałem w Boliwii
    A na jeden obiad dostałem… świnkę morską, wielu pewnie to zdziwi
    J_ejku, nie wiedzialem, że to właśnie ją mi do jedzenia podali
    G_łodny byłem, więc jadłem, choć moi znajomi wybrzydzali
    O_ch! Jedząc potrawę, myślałem, co to za zwierzę – na pewno go wcześniej nie jadłem
    R_ety? Czy to jest jaszczurka? – zapytałem się znajomych – Czy zgadłem?
    S_puścili głowy – To jest na literę „Ś” – podpowiedział mi mój brat
    Z_atem to musi być świstak – odparłem i żażartowałem – Nie jadłem go od lat
    E_ch! Mówią, że nie. – No to co, ślepy świstak? – odezwała się we mnie nuta prowokatorska

    Ż_art średni, ale bywają gorsze. Nie – zaczął brat – to… świnka morska
    A_ch, złapałem się wtedy za usta, odłozyłem jedzenie, zacząłem mieć drgawki
    R_ety, zacząłem pić wodę za wodą, aż dostałem czkawki
    C_óż. Do tej pory próbuję sie z tego podnieść, choć czas tak wolno płynie
    I uwaga na koniec, uważajcie na znajomych, bo mogą wam podłożyć świnię
    E

  11. Witam
    Dwa lata temu, wakacje spędzałam w okolicach Białowieży.Byłam rozbita po rozstaniu z moim narzeczonym i szczerze mówiąc,nie miałam ochoty na ten wyjazd.Do końca życia pozostanie mi w ustach smak polędwiczek w musie grzybowym z sosem jałowcowym, które przygotował dla mnie właściciel gospodarstwa, w którym się zatrzymałam.Było to niebo w gębie,oczywiście wyprosiłam przepis i danie to powtarzałam u siebie w kuchni.Ale największym osiągnięciem tego gospodarza, było to, że przez mój żołądek trafił do mojego serca.Jesteśmy razem i miłość kwitnie:)

  12. Lato spędziłam we Włoszech.Niestety nie znam języka włoskiego.Razem z grupą przyjaciół trafiliśmy do włoskiej restauracji, gdzie karta była tylko w języku włoskim.Trochę było mi głupio przyznać, że nie rozumiem pozycji menu, więc wybrałam danie, którego nazwa mi się podobała i które nie zrujnowałoby mojej kieszeni, z trwogą oczekując kelnera, który zjawi się z moim daniem.Jakież było moje zdziwienie, gdy przed sobą ujrzałam cienkie pszenne placki przypominające wodę w ilości 6 sztuk i nic więcej.Oczywiście była to przystawka.Nie przyznałam się do pomyłki, było mi głupio, z restauracji wyszłam głodna i zła, tym bardziej, że było to miejsce z imponującym jedzeniem.
    Pozdrawiam

  13. Tegoroczne 2 tygodnie wakacji spędziłam nad polskim morzem w Łebie.Były to pierwsze wakacje z moim chłopakiem.Bardzo świeży związek.Świętowaliśmy właśnie miesiąc wspólnej znajomości i wybraliśmy się na pizzę.Michał,nie patrząc na skład wybrał pizzę o nazwie Strong.Nie wiedział, że składniki tej potrawy są dla odważnych ( chilli, pepperoni).Zobaczyć jego minę po zjedzeniu pierwszego kawałka-bezcenne.Oczywiście on nie zdradził się nawet słowem, że ledwie przełyka pizzę i dzielnie zjadł ją do ostatniego okruszka,wiadomo-nie chciał się skompromitować na początku znajomości,musiał być twardy,natomiast ja-przełykając swoją łagodną Hawajską-nie mogłam powstrzymać śmiechu,tym bardziej, że polał ją przed zjedzeniem,obficie ostrym sosem chilli.Wracając z kolacji 3 razy zatrzymywaliśmy się w sklepie spożywczym, w celu zakupu wody:)

    pozdrawiam

  14. Z tegorocznymi wakacjami kojarzy mi się najpyszniejszy jaki jadłam półkrwisty stek wołowy. Miałam okazję zjeść go we Francji. w małej rodzinnej restauracji. Otwarta kuchnia z ogromnym grillem, dwoma kucharzami (ojciec i syn) i jedną kelnerką. W środku były 4 stoliki i dwa na zewnątrz. Stek był podany z gotowanymi na parze brokułami i pysznym sosem na bazie czerwonego wina i musztardy francuskiej. Ciągle wspominam ten smak, ten pyszny smak.

  15. Ja mam dość nietypowe wakacyjne wspomnienie kulinarne. Będąc na wyjeździe w górach z grupką przyjaciół (w okolicach Piwnicznej) spędzaliśmy całe dnie w górach. Pani gospodyni maleńkiego domku, gdzie mieszkaliśmy (część i tak spała w stodole) przygotowywała nam obiadokolacje, domowe, swojskie i pyszne. Któregoś dnia nieopatrznie odłączyłam się od grupy – część szła za mną, część przede mną, ale nikogo nie widziałam. Rozmawiałam przez telefon i nagle… nie wiem gdzie jestem! Zgubiłam się! A to wieczór, około 20-21, szarówka, brak latarki i telefon na pograniczu rozładowania. Krzykami zlokalizowaliśmy się jakoś, ale strachu było, co niemiara! Tego wieczoru Pani Gospodyni przygotowała nam ryż z jabłkami. Przepyszny. Od tamtej pory, kiedy jem to danie przypominam sobie moje zagubienie się wśród górskich ścieżek i nieodłącznie kojarzy mi się z wakacjami 🙂

  16. Mam wiele wspaniałych kulinarno-podróżniczych wspomnień. Nigdy nie zapomnę tortu śmietankowego, który dostałam na swoje 18 urodziny we włoskim Sorrento. Zawsze już jedząc ryby będę wspominać smak portugalskich sardynek z Sagres. Śliwowica nigdy i nigdzie nie będzie mi smakować tak, jak ta z wytwórni Jelinka w Vizovicach. Jednak przygoda kulinarna, którą będę wspominać do końca życia wydarzyła się nie tak dawno podczas wyprawy na Słowację. Nocleg wraz (o zgrozo) z wyżywieniem znaleźliśmy w małym hotelu w Dolnym Kubinie. Prezentowane tam menu było „wyborne”. Zupa paprykowa (czyli coś na kształt naszego rosołu posypanego papryką w proszku) była naszym numerem jeden do momentu, kiedy na obiad nie podano nam placków ziemniaczanych w towarzystwie gotowanych ziemniaków. Na nasze pytanie o wyjaśnienie złożoności tego dania , otrzymaliśmy odpowiedź, że ziemniaki z wody dopełniają wartość kaloryczną posiłku!!!

  17. Oj, w tym roku z wakacjami kojarzą mi się langosze takie prawdziwe węgierskie, nie ociekające tłuszczem, a ze śmietaną, czosnkiem i z wypieczoną słoniną, kiełbasą, papryką – oj, już to pisząc czuję ten smak do tego kufel zimnego piwa lub kieliszek pysznego węgierskiego wina -:)

Dodaj komentarz