Gwyneth Paltrow córeczka tatusia – Recenzja

DSC_0006 (2)Swego czasu na blogach pojawiło się sporo recenzji książek. Postanowiłam również u siebie zrobić osobny dział z recenzjami. Sama nie często korzystam z książek kucharskich (no chyba, że mają dużo ładnych obrazków). Nawet jeżeli już zdecyduję się na jakiś przepis z książki to i tam w trakcie przygotowywania dodaję masę swoich pomysłów a danie wygląda i smakuje zupełnie inaczej.

Pierwszą recenzją będzie książka o której przez pewien czas było dość głośno w internecie. Czemu? Ano z powodu „autorki”, „współautorki”, „twarzy” tej publikacji. Nie wiem w sumie jak to nazwać. Potwierdza to tylko moje przypuszczenia, że nie tylko w Polsce każdy celebryta musi mieć własną książkę kucharską ale za oceanem jest to samo.

DSC_0011 (2) DSC_0014 (2)Pierwsze co uderza to przepiękne fotografie. Zachęcają wręcz do przekartkowania całej książki na raz (co oczywiście zrobiłam). Mam wrażenie, że każde kolejne zdjęcie jest jeszcze ładniejsze od poprzedniego a potrawa jeszcze bardziej apetyczna. Potwierdza się moje przekonanie o tym, że książka kucharska sprzedaje się dzięki dobrym fotografiom.

Nie wszystkie przepisy są opatrzone zdjęciami jednak jest ich zdecydowana większość. Część przepisów jest na sąsiedniej stronie niż zdjęcie, a część jest po prostu w nie wkomponowana. Niemniej jednak całość jest bardzo przyjemna dla oka a wzrok intuicyjnie przebiega po najważniejszych elementach na stronie.

Każdy przepis w stopce posiada dodatkowe informacje o tym czy danie jest wegańskie/wegetariańskie, szybkie czy nie w przygotowaniu, czy trzeba je przygotowywać wcześniej, czy jest jednogarnkowe. Przyznam, że nie lubię tych elementów w książkach kucharskich, jednak w tym przypadku są w porządku i nie biją po oczach. To dyskretne ikonki nie wybijające się z przepisu.

DSC_0017 (2)W książce jest też trochę do poczytania. Zarówno w słowie wstępnym, jak i w samym wstępie możemy poznać autorkę, jej rodzinę oraz upodobania kulinarne. Bardzo ciepło opisuje swój dom i więzi rodzinne. Również przy każdym przepisie można przeczytać krótką informację o danym daniu lub po prostu jakieś ciekawostki z nim związane.

Przeglądając tę książkę odniosłam wrażenie, że została bardzo starannie wydana. Każdy przepis, każde zdjęcie, każdy szczegół dopracowany aż do przesady. Każde słowo wyważone i bardzo „grzeczne”. Z każdej strony bije uśmiech, szczęście i kolorowe obrazki. W pewnym momencie można nawet zapomnieć, że jest to książka kucharska z przepisami…

…a przepisy to chyba jej największy minus. Jak na książkę kucharską przystało (w mojej subiektywnej opinii) są one po prostu słabe i nieżyciowe. W całej książce znalazłam może kilka przepisów, które wpasowały by się w podniebienie mojej rodziny i zagwarantowały „radosne wspólne posiłki i umacnianie więzi rodzinnych„. Niektóre składniki są dość ciężkie do dostania (no chyba, że bardzo chce się zrobić to akurat danie i chwyta się każdej możliwości), niektóre po prostu zbędne na dłuższą metę w kuchni (majonez sojowy gdy do przepisu mamy użyć ledwie jego łyżeczkę).

Nie warto się oczywiście zrażać moim zdaniem i warto żebyś przekartkował tę książkę sam. Nie wpasowała się w gusta moich głodomorów ale może wpasuje się w gusta Twoich. Jako album kulinarny i źródło inspiracji ta książka jest genialna.

Książkę tę w promocyjnej cenie możecie kupić w Weltbild (KLIK)

3 Comments

  1. Co człowiek to gust 🙂 Ja z kolei bardzo lubię, gdy obok przepisu podana jest informacja czasie gotowania, potrzebnych akcesoriach do jej zrobienia, poziomie trudności 😀 Książek u siebie mam dużo i jednym z postanowień noworocznych jest korzystanie z nich w większym stopniu 🙂

Dodaj komentarz