50 twarzy Grey’a – recenzja

Piecdziesiat-twarzy-Greya_E-L-Jamesimages_big29978-83-7508-556-3-189x300Dla jednych najbardziej wyczekiwana powieść roku… dla innych po prostu kolejna powieść amerykańska z ładną okładką i reklamowym szumem. „Pięćdziesiąt twarzy Grey’a” okrzyknięto hitem i rozreklamowano lepiej niż zupy w proszku. Na blogach można wyczytać wiele recenzji, często wykluczających się wzajemnie. Czemu więc po nią sięgnęłam? Uprzedzam, czytając dalej poznasz moje wredne oblicze.

Tak, wiem. Nie jest to blog czytelniczy. Nie jest to nawet blog lifestylowy. Jednak po przeczytaniu tej „lektury” usiadłam i z emocji napisałam poniższą recenzję. Nie chciałam aby tak wiele słów pozostało tylko na moim dysku i nie wiele myśląc kliknęłam – publikuj. Jeżeli Ci się podoba to kliknij like lub share. Jeśli nie to olej i nie czytaj dalej.

Tak jak gdzieś napisano, powieść ta wzorowana jest na „Zmierzchu” – wampirzej sadze autorstwa Stephenie Meyer. Doszukać się można wielu podobieństw. Od charakteru głównej bohaterki, przez postać pana Greya (wypisz, wymaluj Edward Cullen), po postaci rodziców Anastazji (identyczna rodzinna sytuacja jak u Isabeli Swan). Ja kopiowania nie znoszę. Powieść przez autorkę została po prostu przeredagowana i dodane zostały elementy mające na celu (w mojej opinii) uchylenie się od posądzenia o plagiat. Usunięto wątek wampirzy i zastąpiono go scenami erotycznymi. Mnie to nie przekonuje. Nawet w czasach gdy każdy może wydać książkę to po bestsellerach spodziewam się czegoś lepszego niż to.

Główni bohaterowie to Anastazja „przygryzająca wargę” Steel i Christian „pan i władca” Grey. Ona to młoda, bardzo nierozgarnięta (żeby nie powiedzieć, że głupia) studentka ostatniego roku dziennikarstwa. Bardzo niedoświadczona, o niskiej samoocenie i sprawiająca wrażenie bardzo samotnej osoby (być może dlatego cierpi na rozdwojenie jaźni i gada ze swoją wewnętrzną boginią?) szukająca nie wiadomo czego w związku z bardzo bogatym i utalentowanym Christianem. Bardzo starająca się zabłysnąć ciętymi ripostami i elokwencją. On to nieustępliwy „dojdź dla mnie mała” biznesmen, początkowo z rodzaju „jestem złym chłopcem, więc nie możesz mi ufać” a potem ze skłonnościami sado-maso, pokojem „zabaw” i gigantycznie przerośniętym ego. Uwielbiający władzę i ogarnięty manią posiadania, momentami otoczony aurą tajemniczości.

Język powieści jest koszmarny. Tak prosty, że w pewnych momentach miałam galaretę zamiast mózgu. Powtórzenia i proste słowa, okrzyki (o święty Barnabo! – nie wiem być może to tłumacz się o to postarał) bohaterki nie pozwoliły się wczuć w klimat ani jednej sceny erotycznej. Nawet kilku stronicowym opisom miłosnych igraszek bohaterów towarzyszą niesmak, zażenowanie i rozkojarzenie (moje myśli uciekały do codziennych spraw i do przeglądania facebook’a). Miałam wrażenie, że temu opowiadaniu nie towarzyszą żadne emocje. Ot zwykłe sceny łóżkowe z taniego szmatławca. Monotonne akcje (bo ile można w kółko to samo?!) przeplatanie totalnie debilnymi dialogami. Rozterki bohaterki (zgodzić się na bicie i rżnięcie czy nie?) w pewnym momencie po prostu zaczynają irytować. NO BO ILE MOŻNA?

Ich „związek” lub po prostu relacje dziewczyna-chłopak u każdej normalnej osoby powinny skutkować natychmiastowym odwrotem. Anastazja oczywiście próbuje doszukiwać się ideału tam gdzie go nie ma. Kopa w dupę i tyle! Przy okazji również można oskarżyć o stręczycielstwo pana „idealnego” Grey’a.

Jedyne co doprowadziło mnie do końca tej książki to… niepewność. Serio! Strasznie chciałam się przekonać czy ta dziewczyna ma jakiś mózg czy tylko organ między nogami. Czy wreszcie zacznie myśleć normalnie, czy stanie się współczesną niewolnicą?

Dobrnęłam do końca. Żałuję albo i nie. Wyleczyłam się z „hitów” i „bestsellerów” proponowanych przez księgarnie internetowe (wiadomo internet wszystko przyjmie a facebook jeszcze więcej). Polecam tą książkę osobom z ubogą wyobraźnią. Ja szerokim łukiem ominę część drugą i trzecią (?). Nic ciekawego a czas wolę poświęcić bogatszej literaturze.

15 Comments

  1. Och, „Jedenascie minut”! A Grey, no coz, akurat choroba mnie pozostawila w domu i po wielu miesiacach namawiania przez znajome w koncu przeczytalam. Szybko, to fakt, ale istotnie w 1. tomie tez mnie caly czas razil ten sex on&on… Ale czytalam dalej, w nadziei, ze ta relacja jednak ‚znormalnieje’ i rzyczywiscie 2. tom okazal sie inny i lepszy. Przeczytam 3. czesc-juz teraz musze. Szybko to zalatwie 😉 Jednak chetnie obejrze film, pod warunkiem, ze zagra Matt Bomer & Alexis Bledel !!!

  2. Czytając tą recenzję miałam wrażenie, że siedzisz w mojej głowie. Miałam dokładnie takie same odczucia związane z tą częścią. Sięgnęłam jednak po część drugą (już tak mam, że kompulsywność nie pozwala mi nie dokończyć rozpoczętej sagi) i ta jest o wiele lepsza. Już nie ma tyle powtórzeń i jest dużo bardziej klimatyczna. Opowiada również jakąś historię i posiada wartką akcję. Nie tylko od bzykanka do bzykanka. Grey ma również bardziej ludzką twarz. Może spróbuj ją przeczytać 🙂

  3. To nawet nie tyle, że ta książka wzorowana była na Zmierzchu. Nie było w niej wątków wampirzych. Kilka lat temu było moda na pisanie FF – fan fick – czyli „autorskich” opowiadań, gdzie bohaterowie byli zapożyczeni z książki Mayer. Były one najczęściej pozbawione wampiryzmu i innych nadprzyrodzonych cech. Byli tylko bohaterowie – wygląd, cechy, powiązania. 50 twarzy Grey’a nosiło nazwę Master of Universe i było napisane dokładnie tak jak teraz. Zmienione zostały tylko imiona bohaterów, by nie było posądzania o plagiat. Autorka pisała. W Polsce na chomikach pojawiały się tłumaczenia poszczególnych rozdziałów. Przerwane w połowie, właśnie ze względu na otrzymanie kontraktu na wydanie książki przez autorkę.
    Dla osób, które wtedy czytały ową przeróbkę – czyli mnie, przeczytanie 50 twarzy Grey’a jest nie do przejścia. Cały czas skojarzenia są z Bellą i Edwardem.
    No i ten język pisania. Mam podobne odczucia.

  4. Na mnie ta ksiazka nie zrobila absolutnie wrazenia, ot czytadlo dla kompletnego odmozdzenia. Dostalam ja w prezencie wiec przeczytalam z ciekawosci. Mysle, ze z wlasnej woli bym jej nie kupila 😉

  5. dotrwałam do ponad połowy książki i mnie znudziło. zgadzam się całkowicie, aczkolwiek chcę dokończyć ale nie wiem czy dam radę 😛 odmóżdżacz straszny, już lepsze jest 11 minut.

Dodaj komentarz